Z cyklu: Totti obwieszcza światu prawdę... cz.1

Jest to pierwsza odsłona cyklu, na pomysł którego wpadłem dosłownie przed chwilą. Mogę dać sobie rękę uciąć, że odcinek nie ostatni. Kapitan klubu ze stolicy Włoch pod tym względem nigdy mnie nie zawodzi. Zarówno on jak i jego koledzy, którzy częstokroć dotrzymują mu kroku w gadaniu bzdur. Ale po kolei. Skąd moja wena?
Dzisiejsze dzienniki obiegła informacja, że oto znalazł się w końcu ten, który wie o zgniliźnie we włoskiej piłce wszystko. Mowa oczywiście o Franku z Romy. Tym razem złotousty rzymianin raczył poinformować świat, że od lat najbardziej pokrzywdzona drużyną w kraju jest Roma właśnie, że to jej należą się mistrzowskie tytuły, które trafiały w ręce Interu oraz, że (tu już muszę zacytować, żeby nie uronić choćby słówka z tej złotej myśli) "Niewiele się zmieniło na przełomie tych lat. Wszystko wygląda tak samo, jedynie kolory pasów na koszulkach się różnią..."
Kapitan drużyny to podobno wzór do naśladowania. Nie tylko dla kolegów z zespołu ale także (a może zwłaszcza) dla kibiców, młodych chłopców, którzy szukają idoli oraz wzorców postępowania. Tymczasem od paru już ładnych lat adepci futbolowej sztuki od Tottiego mogą częściej uczyć się sztuki opluwania przeciwnika, brutalnych fauli, obrażania kibiców rywali oraz ułatwiającego życie poszukiwania winnych swoich niepowodzeń.
Chciałbym doczekać dnia, w którym ten zawodnik, coby nie mówić legenda włoskiej piłki, przyzna, że ponosi za coś odpowiedzialność. Zdaję sobie sprawę, że bycie ciągle drugim może być męczące, ale mężczyźni powinni brać odpowiedzialność na swoje barki. Tylko wtedy mogą wyciągnąć wnioski. Inaczej niczego się nie nauczą i już zawsze będą tymi, którym inni rzucają kłody pod nogi.